Szeroko używane pojęcie Cloud Computing już przy próbie tłumaczenia go na język polski, (co sam w myślach robię) wprowadza w błąd. Sprowadza nas do myślenia w kategorii czystej infrastruktury z przypisaną jej mocą procesorów, pamięci RAM, wielkością dysków. Tymczasem pojęcie to należy rozpatrywać mając przed oczami wirtualny rynek pełen straganów, zaułków, kafejek i tysięcy ludzi, z których niektórzy gnają na złamanie karku a inni statecznie kroczą przesuwając się po zatłoczonych zaułkach. Obraz ten wypełnia szum rozmów i wrzaski sprzedawców reklamujących swój towar. Są tu banki, gildie i domy uciech. Chcemy czy nie praktycznie każdego dnia w każdej minucie, jeżeli sami nie jesteśmy na nim obecni, to jest wielce prawdopodobne, że jesteśmy obiektem mniej lub bardziej natarczywej obserwacji, plotek. W tym wirtualnym świecie funkcjonują przepisy, reguły, zakazy. Tutaj Pracujemy, spotykamy się ze znajomymi wydajemy i zarabiamy pieniądze. To  miejsce gdzie na naszą ocenę nie wpływa wzrost, waga miejsce zamieszkania czy kolor skóry. Dzieci bawią się z rówieśnikami z Europy, Azji czy Ameryki. Ten świat jest w każdej sekundzie tuż obok nas, za ekranem komputera, tabletu czy smartfona, nigdy nie śpi i zawsze jest gotowy. Możemy go kształtować, ale nie możemy już z niego nie korzystać.